„Logan: Wolverine”


W porównaniu z kinowym uniwersum Marvela, seria X-Men nie miała już takiego szczęścia. Pewien poziom ustanowiony przez Kevina Feige został utrzymany – czy były to pomniejsze filmy jak „Ant-Man” czy wielkie superprodukcje pokroju „Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów”. Natomiast po drugiej stronie żelaznej kurtyny, zwanej „prawa do postaci”, 20th Century Fox co parę lat próbuje wzniecić ogień w widzach swoimi produkcjami o mutantach. Ich zeszłoroczne „X-Men: Apocalypse” okazało się klapą, pomimo sukcesu wcześniejszej części, czyli „Przeszłości, która nadejdzie”. Sinusoidalne przeskoki w jakości obowiązywały również samotną serię o Wolverine’ie. Zaczęto z bardzo niskiego pułapu, ale z czasem poboczne historie Rosomaka zaczynały nabierać bardziej wyrazistego kształtu. W końcu doczekaliśmy się filmu „Logan” – bardzo osobistej, brutalnej i emocjonalnej odsłony przygód jednego z najsłynniejszych superbohaterów.

„Logan” jest mocno powiązany z niedawnym komiksem o tytule „Old Man Logan”, w którym to Wolverine nie jest już młodzieńcem (w sumie nigdy nim nie był), a zaczyna się starzeć, zaś jego moce ulegają zanikowi. Taki przeskok powoduje, że widzowie odczuwają jeszcze większą więź z bohaterem. Jest on bardziej wrażliwy, nostalgiczny i, w pewnym sensie, bardziej ludzki. Wcześniej mogliśmy poznać Wolverine’a od jego emocjonalnej strony tylko poprzez pryzmat jego miłości do Jean Grey. W „Loganie” wszystkie jego przeszłe doświadczenia kumulują się w nim oraz w widzu, zatem każda rana zadana bohaterowi boli również nas.

„Logan” rozpoczyna się wiele lat po czystkach na mutantach. Większość z nich została zabita, a ci, co przetrwali, zostali wzięci w niewolę lub odesłani na eksperymenty. Wolverine (Hugh Jackman) ukrywa się razem z Calibanem (Stephen Merchant) i profesorem Charlesem Xavierem (Patrick Stewart), którym obaj się opiekują. Profesor X jest już w bardzo zaawansowanym wieku, zaś jego moce wymykają się spod kontroli. Widoczne są również pierwsze oznaki demencji. Tak ukazanych superbohaterów we współczesnym kinie jeszcze nie było. Pokonani, słabi i pozbawieni nadziei – prawdopodobnie najbliżej temu opisowi był Bruce Wayne na początku „Mrocznego Rycerza powstaje”.

Moje nawiązanie do produkcji Christophera Nolana nie jest przypadkowe. „Logan” bardzo przypomina „Mrocznego Rycerza”. Film Jamesa Mangolda również jest surowy, realistyczny i miejscami zatrważający. Podobne jest też podejście do bohaterów i akcji, która jest wynikiem świadomych decyzji postaci przypartych do muru. Historia Wolverine’a jest jednakże bardziej osobista, gdzie Batmana ukierunkowana była na ideologie chaosu i prawości w skorumpowanym świecie. Loganowi powieżona zostaje opieka nad Laurą (Dafne Keen) – zbiegłą z laboratorium dziewczynką o niezwykłych mocach. Okazuje się, że Laura posiada te same zdolności co Logan. Między dwojgiem bohaterów utwarza się opiekuńcza i rodzicielska relacja, kiedy Wolverine zaczyna kształcić Laurę na temat tego, co może, a czego nie może robić. Na ich tropie jest jednakże złowroga agencja z drem Rice’em (Richard E. Grant) na czele, którzy uważają dziewczynkę za swoją własność i chcą ją odebrać nawet siłą.

„Logan” to całkowity odskok od stylu poprzednich dwóch filmów, gdzie „Wolverine” również był nakręcony przez Mangolda. Twórcom wyraźnie zależało na tym, aby skupić się na historii swojego największego bohatera, wręcz ikony. W porównaniu z innymi filmami o Rosomaku, w „Loganie” zaskakujące jest to, jak dobrze jest rozpisany. Scenariusz przygotowany przez Michaela Greena, Scotta Franka i Mangolda właśnie najbardziej skupia się na relacjach między bohaterami. Scenarzyści czerpią pełnymi garściami z doświadczeń Wolverine’a i profesora Xaviera, nawiązują do nich i widzom przed oczyma otwiera się cała panorama wcześniejszych wydarzeń. Mimo wszystko nie spędzamy dużo czasu na wspominkach, „Logan” to w głównej mierze historia zamknięta sama w sobie. Nie podejmuje ona niedokończonego tematu, ani nie zamyka się otwartym rozdziałem. Jako widzowie jesteśmy świadomi szerszej historii, ale skupiamy się na tu i teraz.

Razem z głównymi bohaterami wyewoluowali również aktorzy, którzy ich grają. Zarówno Hugh Jackman i Patrick Stewart świadomi są drogi, jaką przebyli przez ostatnie osiemnaście lat. Obydwaj dojrzeli do tych ról zarówno wiekowo, jak i aktorsko, dlatego w „Loganie” możemy ich ujrzeć i szczytu swoich możliwości. Ich wrażliwość i emocjonalność jest głównym motorem napędzającym bohaterów i myślę, że aktorzy postąpili słusznie stwierdzając, że „Logan” to ostatni film, w którym wystąpili jako Wolverine i Profesor X.

Ich decyzja odzwierciedlona jest w fabule filmu. Widoczna jest zmiana warty: ze starej gwardii na nową drużynę. Niedługo zacznie się produkcja „X-Men: Dark Phoenix”, w której główne role zagrają Sophie Turner i Tye Sheridan jako młodzi Jean Grey i Scott Summers. Choć 20th Century Fox planuje ciągnąć dalej swoją serię o mutantach, to zmierzch bohaterów jest nieunikniony i „Logan” jest tego pierwszą oznaką. Wątpię, by nowym historiom towarzyszyły takie emocje i wrażenia, jak po seansie najnowszego filmu Jamesa Mangolda. „Logan” to film superbohaterski na najwyższym poziomie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s